Nie można palić zniczy na pogrzebie. Znicze to symbol uroczystości Wszystkich Świętych i Zaduszek. Pali się je jednak nie tylko w te listopadowe święta, ale również podczas odwiedzin Warto rozróżniać w tym zakresie niezdolność do bycia spadkobiercą względną oraz bezwzględną, przy niezdolności bezwzględnej potencjalny spadkobierca nie będzie miał jakiejkolwiek możliwości aby w przyszłości dziedziczyć po kimkolwiek. Takie sytuację występują w przypadku gdy: Spadkobierca nie posiada zdolności dziedziczenia, czyli zdolności prawnej. Obecnie każda osoba Warto jednak pamiętać, by regularnie uiszczać opłaty za grób. Według ustawy o cmentarzach grób może być użyty ponownie do chowania po 20 latach. Nie jest to możliwe, jeśli ktokolwiek zgłosi zastrzeżenie do tego faktu i opłaci koszty za pochowanie zwłok. Opłatę wnosi się na 20 lat. Prawo to może być dowolnie przedłużane. Czy można postawić płot w granicy bez zgody sąsiada? Nie musimy pytać o zgodę sąsiada w kwestii budowy ogrodzenia, ale pod pewnym warunkiem. Jeśli ogrodzenie stanie tylko po naszej stronie działki i żaden z jego elementów nie przekroczy terenu sąsiada. W przeciwnym razie sąsiad musi wyrazić zgodą na płot między działkami. Obudowa grobu to popularny sposób zadbania o miejsce spoczynku Zmarłego. O tym, jak będzie wyglądał grób danej osoby, najczęściej decydują bliscy, wybierając pomiędzy pomnikiem a samą obudową grobu. Obudowy grobów to dobra alternatywa, która sprawdza się zaraz po pogrzebie, kiedy pomnik nie może jeszcze być zamontowany. Zazwyczaj ściśle wiążą się one z czasem, kiedy można już postawić trwały pomnik z płytą, rzeźbami i innymi ozdobami. Zasady związane z ustawieniem pomnika. Rodzaj zakupionego miejsca na cmentarzu — w tym przypadku trzeba zwrócić uwagę na podstawy, czyli, czy przed samym pochówkiem zostanie wykopana po prostu dziura w ziemi. . Obrzędy i zwyczaje pogrzebowe różnią się między sobą w zależności od kraju, kultury, tradycji a także religii. Nie będę pisać o tradycjach pogrzebowych w islamie ponieważ (jak już zauważyliście) nie skupiam się na swoim blogu na religii- teorii. Jeśli macie ochotę bardziej zgłębić temat pod kątem islamu, na pewno znajdziecie sporo ciekawych artykułów w internecie. W tekście opisałam jak wygląda pogrzeb i jak wyglądają cmentarze Algierczyków- muzułmanów. Niestety nie wiem jak prezentują się tradycje i uroczystości pogrzebowe oraz cmentarze Algierczyków- Kabylów którzy są chrześcijanami. Przed pogrzebem Śmierć dla muzułmanów jest częścią życia i stanowi przejście do rzeczywistości pozaziemskiej. Gdy ktoś umiera członkowie jego rodziny przekazują informacje pozostałym członkom, następnie ci przekazują informacje dalszym krewnym, znajomym i sąsiadom- w zależności od możliwości albo osobiście albo telefonicznie. Właściwie od razu do domu tej rodziny schodzą się krewni i sąsiedzi aby złożyć kondolencje i zaoferować swoją pomoc. O tym jak wygląda taka pomoc opiszę Wam za chwilkę. Gdy ktoś umiera chowa się go tego samego dnia po modlitwie (np. umarł o 11:00 to chowają go po modlitwie o 13:30). Generalnie zasadą jest, że należy pochować zmarłego w ciągu 24 godzin od śmierci. Jeśli osoba zmarła w szpitalu/ w wypadku/ w niewyjaśnionych okolicznościach to wykonywana jest sekcja zwłok. W Algierii robi się ją od razu, tak aby faktycznie zmarły został pochowany jak najszybciej. Jeśli osoba zmarła w domu, rodzina dzwoni po lekarza który przyjeżdża aby stwierdzić zgon, jego przyczynę i wypisać akt zgonu. Jeśli zachodzą jakieś wątpliwości może zabrać ciało w celu wykonania sekcji zwłok. Następnie ciało zostaje dokładnie umyte. Jeśli ktoś zmarł w szpitalu- to wykonuje się to na miejscu. Jeśli w domu- rodzina albo dzwoni po wykwalifikowaną osobę która przychodzi by umyć ciało albo, co czyni większość- zawozi się ciało do kostnicy aby zabieg ten został wykonany właśnie tam. Zdarzają się także rodziny w których to członkowie myją ciało zmarłego- kobietę kobiety a mężczyznę mężczyźni. Z tego co wiem nie jest to jednak powszechne. Większość korzysta z usług ludzi którzy się tym zajmują ,,zawodowo''. Po dokładnym umyciu zmarłego, owija się jego ciało w białe prześcieradło. Następnie dzwoni się po samochód z trumną (wielorazowego użytku- służy tylko do transportu zwłok) który przyjeżdża aby zabrać zmarłego na cmentarz. Jest to tzw. samochód dostawczy z otwartą skrzynią. Zazwyczaj samochód ten załatwia się poprzez urząd miasta lub meczet. Czasami także u prywatnych osób które mają takie auto, pracują jako kierowcy i dorabiają sobie dodatkowo w taki sposób. Niestety nie powiem jak wygląda kwestia higieny, przepisów BHP ponieważ nie udało mi się zdobyć rzetelnych informacji na ten temat. Zastanawiająca jest kwestia tego jak takie trumny i auta utrzymywane są w czystości- czy dezynfekowane i jak regularnie czy nie. Natomiast ze szpitala do kostnicy ciała są przewożone specjalnymi do tego celu samochodami (nie jestem pewna jak się sprawy mają w stolicy, nie wykluczam że tam transport zwłok z domu na cmentarz odbywa się takimi samochodami jak ze szpitala do kostnicy). Tego rodzaju samochody służą do transportu zwłok foto:getruck Szpitalny samochód przewożący zwłoki ze szpitala/miejsca wypadku do kostnicy foto:google Pogrzeb Odbywa się modlitwa w meczecie a następnie kondukt żałobny (mężczyźni i imam) udają się na cmentarz. Grabarze wyjmują (owinięte w białą tkaninę) ciało z trumny i chowają je do ziemi kładąc ciało na boku w kierunku Mekki. Wedle religii kremacja jest zabroniona. Werset z Koranu stwierdza, że ,,nie wolno dokonywać żadnego ataku na dzieło boże''. Kremacja jest zabroniona, ponieważ wedle islamu nie szanuje godności zmarłego. Następnie kładzie się deski i zasypuje grób piaskiem. Wszyscy uczestnicy pomagają zasypać grób, recytując przy tym fragment Koranu: „Z ziemi was stworzyliśmy i sprawimy, iż do niej powrócicie i z niej was wyprowadzimy po raz drugi”. Imam odmawia także krótką modlitwę, czyta Koran (ciekawostka- można zrobić pogrzeb bez imama ale rzadko, prawie wcale gdy ktoś się na to decyduje). Na pogrzeb (ani później na grób) nie przynosi się ani kwiatów ani zniczy. Najważniejsza pozostaje modlitwa. Jeśli chodzi o zasady ubioru w czasie pogrzebu, stypy, odwiedzin rodziny, nie ma szczególnych zaleceń, należy się ubrać czysto, schludnie i skromnie. Często ludzie zakładają na siebie stonowane, ciemne kolory ale nie jest to regułą. Czy Algierki uczestniczą w pogrzebie? W pogrzebie uczestniczą sami mężczyźni lecz jeśli jakaś kobieta się uprze to nikt jej nie wygoni z cmentarza, chociaż często może spotkać się to z krytycznymi spojrzeniami. Zwyczaj ten tłumaczony jest tym, że kobiety zbyt mocno przeżywają takie sytuacje i aby im zaoszczędzić cierpienia powinny zostać w domu oraz tym, że nie powinno się głośno zawodzić nad zmarłym. Jak powiedzieli mi moi algierscy znajomi, rodzina oraz Polki- żony Algierczyków które miały okazje być obecne w domu zmarłego- wiele Algierek (oczywiście nie wszystkie!) w momencie gdy ciało zostaje zabrane z domu do auta zaczyna krzyczeć, szlochać, niektóre rwą włosy z głowy a niektóre wręcz mdleją. Z drugiej strony wielu kobietom nie przeszkadza fakt, że pogrzeb ,,jest zarezerwowany'' tylko dla mężczyzn ponieważ nie chcą w nim uczestniczyć z własnej woli. Oczywiście są również i takie Algierki które chciałyby być obecne na pogrzebie, szczególnie bliskiego członka swojej rodziny i nie podoba im się to, że nie są mile widziane na tej uroczystości. W szczególności są to kobiety dobrze wykształcone, o otwartej mentalności. O obecność kobiet na cmentarzu w czasie pogrzebu walczą zresztą algierskie feministki. Zdarzają się oczywiście sytuacje gdy kobieta pojawi się na cmentarzu bo tak postanowi i kropka. Nie są to jednak sytuacje powszechne. Jako ciekawostkę koniecznie muszę Wam opisać sytuację z pogrzebu algierskiej pisarki Assi Djebar. Jej trumnę wbrew nakazom tradycji i religii niosły kobiety. Natomiast jeśli pogrzeb jest państwowy, publiczny- chowana jest jakaś znana osoba, na przykład polityk, wojskowy, piosenkarka, wtedy w uroczystościach biorą udział wszyscy- zarówno gdy trumna prowadzona jest ulicami jak i wtedy gdy wystawiona na przykład w miejscowym centrum kultury. Kobiety wtedy stoją razem z mężczyznami. Uroczystości pogrzebowe legendarnej algierskiej piosenki Wardy. W tle obecne kobiety foto:Albaca Uroczystości pogrzebowe algierskiego polityka i jednej z kluczowych postaci walki o niepodległość Algierii, Hocine Ait-Ahmed'a. W tle obecne kobiety foto:google Stypa w Algierii Przez trzy dni obowiązkowo (licząc od dnia śmierci) a w niektórych rodzinach nawet przez 7 dni trwa coś w rodzaju stypy. Przed domem/blokiem rozkładane są ogromne namioty dla żałobników. W domu, z głośników leci Koran. W namiocie odmawiane są modlitwy w intencji zmarłego, podawane są posiłki dla wszystkich przybyłych (zazwyczaj kuskus i maślanka). W namiotach siedzą mężczyźni, zaś w domu zmarłego kobiety. Rodzina, krewni, znajomi i sąsiedzi przychodzą aby wesprzeć dobrym słowem i obecnością rodzinę zmarłego. Na takie okazje zazwyczaj zabiera się ze sobą dzieci, jeśli nie ma się ich z kim zostawić. Jeśli są to małe dzieci zazwyczaj wpada się z nimi tylko na chwilę aby złożyć kondolencje rodzinie. Jeśli starsze (11-13 i więcej lat) to zostaje się na dłużej. Często dzieci w takim wieku pomagają przy noszeniu posiłków na stoły. Przykładowy namiot- w bardzo porządnej wersji, rzadziej spotykany foto:google Przykładowy namiot, najczęściej spotykany foto:google Kto załatwia formalności, jak wygląda wzajemna pomoc Gdy tylko rodzina, znajomi i sąsiedzi dowiedzą się o śmierci danej osoby, pojawiają się aby nie tylko złożyć kondolencje ale przede wszystkim pomóc i załatwić potrzebne formalności i sprawy związane z pogrzebem. Najbliższa rodzina przychodzi od razu do domu lub prosto do meczetu na modlitwę a następnie na cmentarz (mężczyźni). Ci którzy pracują lub z różnych przyczyn nie mogą pojawić się od razu, przybywają prosto cmentarz lub dopiero po pogrzebie na obiad/kolację. Właściwie w każdym przypadku to nie pogrążona w smutku i często szoku najbliższa rodzina załatwia formalności lecz inni członkowie rodziny lub sąsiedzi. To oni organizują samochód z trumną, imama oraz namioty i jedzenie. Każdy jest zobowiązany aby pomagać i zorganizować rozłożenie wcześniej wspomnianego namiotu w nim krzeseł i jedzenia. Ludzie przynoszą ze sobą kawę, herbatę, cukier. Kobiety gotują wspomniany kuskus. Każdy albo składa się po parę groszy aby kupić potrzebne składniki do ugotowania posiłków albo przynosi je na własną rękę, uprzednio gotując w swoich domach. Jedzenie do namiotów noszą mężczyźni z bliskiej rodziny. Jedzenie do domu, dla kobiet noszą kobiety. Po 3 dniach (lub dłużej- w zależności od rodziny)- ludzie znowu pomagają sobie wzajemnie przy składaniu krzeseł i namiotu. Wsparcie czy wycieńczenie? Generalnie żałoba trwa 40 dni i przez ten czas ludzie mogą normalnie przychodzić do rodziny zmarłego bez żadnych zapowiedzi. Tak więc począwszy od dnia śmierci bliskiego aż przez kolejnych 40 dni (a zwłaszcza pierwszych dwóch tygodni) można spodziewać się całego tabunu gości. Niezależnie od pory dnia. Jedni wpadają na chwilę, inni siedzą całymi godzinami. O ile wsparcie w pierwszych dniach jest bardzo ważne i to, że pogrzebowych formalności dokonują za rodzinę jej najbliżsi, tak pojawianie się gości przez kolejne dni jest najzwyczajniej w świecie męczące. Raczej mało Algierczyków myśli o tym aby pogrążonej w smutku rodzinie zagwarantować spokój i ciszę. Oczywiście są osoby które wpadną tylko na chwilę z kondolencjami lub złożą je telefonicznie (jeśli zmarł członek dalszej rodziny, sąsiad czy znajomy). Pozostała część społeczeństwa nie widzi jednak niczego niestosownego w tym, że drzwi domu pogrążonej w smutku rodziny są non stop otwarte. Wiele osób ma przekonanie, że skoro gdzieś można zjeść za darmo to dlaczego mieli by nie skorzystać. Ludzie z reguły nie przejmują się tym, że rodzina zmarłego chciałaby odpocząć od ciągłych wizyt. Z drugiej strony- rodzina ta nawet jeśli nie specjalnie cieszy się z ciągłych odwiedzin lub jest już nimi zmęczona- nikomu tego nie powie zachowując pozory, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Nigdy nie zamknie drzwi przed gośćmi. Algierskie nagrobki- kiedy się je stawia i jak wyglądają Nagrobek można postawić już kilka dni po pogrzebie. Zazwyczaj tydzień po, chociaż w sytuacji gdy ktoś nie ma pieniędzy i potrzebuje trochę czasu na ich zebranie- nieco później. Pomnik może być wykonany ze zwykłego kamienia, z prawdziwego marmuru lub sztucznego marmuru. Cena w zależności od materiału. Oczywiście marmurowe nie są tanie ale co należy podkreślić- nagrobki wykonane ze zwykłego materiału nie są drogie i stać na nie praktycznie każdego. Zwłaszcza, że zazwyczaj na pomnik składa się kilka osób. Zdecydowana większość osób więc je stawia. Rzadko widuje się grób bez pomnika ale nawet takie mają przynajmniej obramowanie. Nagrobki na algierskich cmentarzach nie wyglądają jednak tak jak te polskie co możecie zobaczyć na zdjęciach poniżej. Na płycie nagrobka zapisane jest imię i nazwisko, data urodzenia i śmierci, czyim/czyją ta osoba była synem/córką a także fragment z Koranu ,,Do Boga należymy i do niego wracamy''. Na płycie nie umieszcza się zdjęcia zmarłego. Zgodnie z religią groby powinny być bardzo skromne. W tradycji muzułmańskiej nie ma zwyczaju ozdabiania ich kwiatami. Nie zapala się także lampek i świec. Niektóre cmentarze- w zależności od miasta a nawet dzielnicy są zadbane i czyste zaś inne zaniedbane, pełne śmieci z niszczejącymi nagrobkami. W dużych miastach można spotkać tak zadbane cmentarze foto:google Żałoba Teoretycznie rodzina zmarłego zobowiązana jest do czterdziestodniowego (bo żałoba trwa 40 dni) odmawiania modlitw i czytania Koranu a także wspierania w tym czasie potrzebujących. Oczywiście w rzeczywistości raczej mało rodzin spędza ten czas na czytaniu Koranu, właściwie tylko te najbardziej praktykujące. Wśród bardzo konserwatywnych rodzin, jeśli kobiecie umrze mąż- przez 40 dni nie wychodzi ona z domu a wszelkie sprawunki załatwiają za nią jej dzieci lub bliscy. Wśród większości przeciętnych Algierek jest to jednak nie praktykowany zwyczaj. Bardziej praktykowanym zwyczajem jest natomiast nie nakładanie przez kobietę makijażu ani w ciągu 3 dni ,,stypy' i ani w ciągu wyżej wspomnianych 40 dni. Koszt pogrzebu Oprócz wypożyczenia trumny (bezpłatne), płaci się tylko za transport zwłok i grabarzom. Odwiedzanie cmentarzy Niektórzy Algierczycy odwiedzają groby swoich bliskich w piątki przed lub po modlitwie (tak jak niektórzy w Polsce w niedzielę po mszy). Natomiast w święta Aid el fitr (te zaraz po miesiącu postu- ramadanie) na cmentarze idzie większość Algierczyków aby pomodlić się i posprzątać groby swych krewnych. Na cmentarz należy ubrać się skromnie i tak aby kolana i ramiona były przykryte (zarówno dotyczy to kobiety jak i mężczyzny). Chusta na głowie kobiety nie jest wymagana chociaż są Algierki które nie noszą na co dzień chusty ale będąc na cmentarzu ją zakładają. cmentarz w Oranie foto:moje prywatne archiwum Cmentarz chrześcijański i żydowski w Algierii W Algierii oprócz cmentarzy muzułmańskich są także chrześcijańskie a nawet żydowskie. Jest ich kilkadziesiąt. Niestety w większości zaniedbane, często padają ofiarą profanacji zwykłych chuliganów. Władze Algierii rozpoczęły operację mającą na celu ochronę i zabezpieczenie starych cmentarzy chrześcijańskich i żydowskich, gdzie groby są plądrowane, a nawet zniszczone. Na opuszczonych cmentarzach chrześcijańskich i żydowskich, niszczenie grobów i kradzież przedmiotów z grobowców stały się powszechne. Niektóre groby zostały również zrównane z ziemią bez wiedzy władz. Według algierskiej agencji prasowej APS, w celu zachowania i lepszego ich utrzymania, groby z czterech chrześcijańskich cmentarzy z epoki kolonialnej, z gminy Oum El Bouaghi zostały przeniesione do miasta na specjalnie utworzony cmentarz. Są teraz zgromadzone w bezpiecznym miejscu na chrześcijańskim cmentarzu. Pozostałości ciał ekshumowanych z opuszczonych cmentarzy zostały ponownie pochowane. W oświadczeniu dla APS, Samiha Belkacem, rzeczniczka urzędu miasta Oum El Bouaghi, podkreśliła, że cała operacja została powierzona wyspecjalizowanej firmie. Działania te są następstwem umowy podpisanej w 2016 r. między Algierią i Francją w sprawie konsolidacji cmentarzy chrześcijańskich. Rzeczniczka dodała również, że „miasto poprawia utrzymanie tych miejsc, przy jednoczesnym poszanowaniu pamięci o zmarłych”. Prokurator sądu w mieście Ain Mlila zarządził wszczęcie dochodzenia sądowego po przejściu spychacza, który zniszczył żydowskie i chrześcijańskie cmentarze w mieście. „Natychmiast reagując, prokuratura postanowiła wszcząć dochodzenie w celu ustalenia osób odpowiedzialnych, które zostaną postawione przed sądem”. Prokurator dodał, że „ta rzadka nieludzka sprawa wywołała prawdziwą falę oburzenia w opinii społecznej, Algierczycy bardzo potępiają takie zachowania''. Faktycznie jest to prawda ponieważ szukając informacji na ten temat na algierskich portalach spotkałam się wyłącznie z komentarzami potępiającymi takie sytuacje. Algierczycy bardzo zdecydowanie i ostro potępiają sytuacje dewastowania chrześcijańskich i żydowskich cmentarzy. Cmentarz chrześcijański w mieście Constantine foto: Kończąc temat chciałam Wam przypomnieć, że pomimo podobieństw w kwestii pogrzebów w krajach muzułmańskich, są także różnice. Każdy kraj ma swoje własne obrzędy i tradycje. Jeśli jesteście ciekawi jak wyglądają cmentarze a także pogrzeby w Egipcie to obejrzyjcie vloga Oli, która prowadzi niezwykle ciekawego bloga Polegytravels Christel Pakusch miała 22 lata, kiedy na Mazury wkroczyły armie Stalina. Mieszkała z rodzicami w ich dużym gospodarstwie, na kolonii wsi Manchengut, Maniek. Tam, dwa tygodnie po zajęciu okolicy, sowieccy żołdacy pozbawili ją czci, godności i zabili. Matka złożyła ciało córki do zmarzniętej ich ziemi. Sowieci zabraniali grzebania mordowanych Mazurów i Warmiaków na ich cmentarzach. Niewprawną ręką ktoś wyrył nagrobny napis. Po latach las otulił ziemie Pakuszów. Świerki i jeżyny okryły grób Christel ciemnym całunem. Ludzie rozkradli gospodarstwo. W pamięci ludzi pozostało ono jednak jako Pakuszówka. Myśliwi i grzybiarze omijali dół po domu Christel. Kobiety nie były w stanie znieść grozy tego miejsca. Wieś nie zapomniała jednak o tragedii. Od czasu do czasu przychodził ktoś, przynosił kwiaty, zapalał znicz na grobie mazurskiej dziewczyny. Oddaliśmy jej godność chrześcijańskim obrządkiem, oddaliśmy cześć pogrzebem, którego jej wojna nie dała. Polacy rodem z Kongresówki i z Wielkopolski, Mazurzy, Warmiacy, Pomorzacy, Ukraińcy, Niemcy i obywatele innych narodowości i różnych wyznań i światopoglądów – pożegnaliśmy naszą córkę i siostrę, Christel Pakusch. Po chrześcijańsku. Modląc się nad jej grobem wraz z wielebnym pastorem Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego, księdzem Wojciechem Płoszkiem. Jako ludzie, którym przyszło znać tragedię Christel Pakusz – odkrywamy z cierni jej pamięć. I choć każdy z nas inaczej przeżył i po swojemu rozumie to, co nas nad grobem tej mazurskiej dziewczyny połączyło w wietrzny, jesienny dzień 15 października 2016 r., Ile umieliśmy, ile mogliśmy – tyle sobie powiedzieliśmy. Byli wśród nas i ci, którzy pamiętają podły, wojenny czas i ci, którzy przybyli do pięknego Oberlandu, na Zachodnie Mazury i Warmię później. W złomkach wspomnień rysuje się nieco inny obraz tragedii Christel. Według najbardziej prawdopodobnej wersji, żołdacy dopadli ją ukrytą w stosie sieczki przygotowanej dla zwierząt. Tam się ukryła. Tam otrzymała pierwszy cios bagnetem. Jej matka była starszą kobietą. Podobnie ojciec, który według niektórych relacji w czasie, kiedy Rosjanie mordowali jego córkę – był poza domem. Wcielony do Volksturmu miał z dubeltówką powstrzymywać czołgi Stalina. Jej siostra, której imienia ani nazwiska po mężu nie znamy – z dwojgiem dzieci uciekła na Zachód wcześnie, jeszcze przed ofensywą i okupacją sowiecką. Czy żyją jeszcze gdzieś Pakusze rodem z Maniek i Tomaszyna? Nie wiemy. Christel musiała pomagać matce na gospodarstwie. Jej ojciec był tu gospodarzem od być może 13 lat, kiedy jej dziadek podzielił swój 140-hektarowy majątek. Część sprzedał na wyposażenie innych dzieci, a synowi Adolfowi, ojcu Christel przekazał 77-hektarowe gospodarstwo na granicy Maniek i Tomaszyna. Według jednej z relacji, kiedy sowieccy żołnierze dopadli Christel, przywiązali jej matkę do drzwi chlewa. Patrzenie na to, jak znęcają się i pozbawiają godności jej dziecko, miało być karą za ukrywanie córki przed żołdakami. Tak relacjonował po wojnie 9-letni wówczas chłopak, którego wzięli za przewodnika – Bazyli. Jako dziecko ukraińskiej rodziny sprowadzonej przez Niemców do pomocy w jednym z okolicznych gospodarstw, znał trochę teren, mógł tłumaczyć. Opowiadał, że Christel męczono przez cały mroźny dzień. Kiedy wielokrotnie zgwałcona zemdlała, żołnierz dobił ją i zamordował na oczach matki. To jej przyszło pochować córkę. Kiedy i kto po ustąpieniu mrozów zrobił betonowe obramowanie grobu – nie wiemy. Nie wiemy, dlaczego w relacji mieszkańca wsi tragedia Christel miała miejsce 8 lutego 1945 r., a nie, jak wyryto na grobie – 10 lutego tegoż roku. Może tego dopiero dnia sowieci pozwolili pogrzebać jej ciało? Nie przeczuwaliśmy, co się nam przydarzy, kiedy dwaj z nas, Marek Ruszczak i Krzysztof Walenczak, warszawiacy przyjeżdżający do swoich wiejskich domów – spotkali się pewnego dnia przy sklepie w Mańkach. Oni pierwsi postanowili, że nie zostawią miejsca zbrodni samemu sobie, by rzucało nadal jakieś fatum na nowych mieszkańców Maniek i okolicy. Morderstwa, samobójstwa – tego było tam więcej niż gdzie indziej. Marek i Krzysztof rzucili pomysł, który przebudził ludzi. W jednej chwili cała okolica uznała ideę uczczenia losu mazurskiej dziewczyny za słuszną, za swoją. Przez powojenne lata przyzwyczajeni, by uważać takie historie za słuszną karę, którą Niemcy powinni ponieść za swoje zbrodnie, nowi mieszkańcy Mazur teraz już wiedzą, że zbrodnia nigdy nie jest sprawiedliwa. I już wiemy, co dla Christel, tysięcy zamęczonych jak ona kobiet i dla siebie zrobiliśmy. Kiedy miesiąc później, na zaproszenie kolegium Artes Liberales Uniwersytetu Warszawskiego opowiadaliśmy historię to, co zdarzyło się w ludziach z Tomaszyna, Maniek, Śródki, Rapat, Guzowego Pieca, Samagowa, Witułt, kiedy zaplanowali i zorganizowali pierwszy pogrzeb Christel Pakusz, musieliśmy tłumaczyć, że dla nas ta mazurska dziewczyna stała się jedną z nas. Nie moglibyśmy żyć spokojnie, gdybyśmy jako wspólnota nie pochowali symbolicznie naszej zamordowanej przez sowietów siostry. Nie bylibyśmy wspólnotą, gdybyśmy nie grzebali z czcią naszych zmarłych. Musieliśmy dopełnić rytuału przejścia w zaświaty duszy Christel, byśmy nie byli tylko przechodniami na jej ziemi. Nie otrząsnęlibyśmy się z naszych win wobec jej pamięci. Nie mielibyśmy przyszłości. Wywiad red. Grzegorza Chlasty z Katarzyną Walenczak i Grzegorzem Cydejką w mazowieckim Radio RDC Wystarczyło rzucić hasło, a ludzie już czyści od resentymentu odwetu szybko zgłosili się z poparciem i pomocą. Do tzw. warszawiaków, choć i z Białegostoku, i z Iławy, i z Pozniania dołączyli potomkowie osadników na mazurskich wsiach – Władysław Nieścior, Henryk Żebrowski, Ryszard Orłowski, Stanisław Makarewicz, Jan Maziec oraz jedyny wśród nas, pamiętający czas wojny Mazur – Alfred Golan. Włącza się ksiądz Wojciech Płoszek, proboszcz ostródzkiej parafii ewangelicko-augsburskiej. Proboszcz parafii katolickiej w Biesalu, ks. Bogumił Wykowski, wykształcony historyk – popiera nas i nam doradza. Fundacja Turnitzmuhle – udostępniła środki na niezbędne wydatki. Zabraliśmy się do roboty. Trzeba wyciąć chaszcze, usunąć z obmurowania grobu mchy, postawić wokół płotek, zamówić tablicę nagrobną. Działamy. Ryszard Orłowski zajął się wykarczowaniem terenu wokół grobu Christel. Stanisław Makarewicz pospawał krzyż. Domówiliśmy z księdzem Płoszkiem tekst nagrobnej tablicy. Mirosław Betliński pięknie ją zaprojektował. Groza grobu Christel Pakusch jest zbyt dojmująca, by chodziły tam z nami kobiety. Tymczasem my przy robocie oczywiście gadamy. Co to był „litkup”? Dlaczego kończył każdą transakcję? Typowe pytanie do Alfreda Golana. Enkawudziści wzięli go do pomocy przy powożeniu końmi. Jego ojciec, kowal, miał podobnie jak Pakusze – duże gospodarstwo w pobliskich Witułtach. Najpierw Sowieci je doszczętnie obrabowali, a potem przyszli po gospodarza. Powiedzieli, że będzie pomagał przy odśnieżaniu drogi. Ojciec Alfreda zorientował się jednak, że nie o to chodzi i pożegnał się z rodziną na zawsze. Nie spotkali się już więcej. Pan Golan zmarł jak tysiące niewolników w kopalniach Charkowa. Syn Alfred nie wie, gdzie jest grób ojca. Chciałoby się więcej wiedzieć o rodzinie Adolfa Pakusza, postawić tablicę o historii jego gospodarstwa tam, gdzie teraz jest tylko dół po piwnicy domu i polana z myśliwską amboną. Może dowiemy się czegoś od ludzi, którzy będą z nami nad grobem Christel? Może, gdy się zbierzemy na wspominki w manieckiej remizie, ktoś przypomni, jaką była dziewczyną? Przyjdzie może skądś sygnał, jakaś informacja? Na razie cieszymy się, że mamy już porządek na grobie. Pora na pogrzeb. Reportaż Anety Olender z pierwszego pogrzebu Christel Pakusz Kiedy po pogrzebie spotykamy się w manieckiej remizie, zaczynamy opowiadać swoje historie. Kto jest skąd, jak tu przybył, co myśli o wspólnocie, historii, o swojej roli wśród innych ludzi? Katarzyna Walenczak, jej mama Łucja z Guzowego Pieca i panie z Iławy – Dorota Bucior, Beata Cwalińska i Izabela Bujnowska przygotowały poczęstunek. Od słowa do słowa ludzie zaczynają wspominać, że podobny los spotkał więcej dziewczyn z jej okolicy. Jeszcze tego samego wieczora odwiedziliśmy dwa jeszcze groby. Jeden jest w lesie tuż za wsią. Bezimienny, ale wiemy, że kryje zwłoki dziewczyny. Ktoś wie, czyje. Ten ktoś o niego dba, krzyż na grobie stawia, kiedy poprzedni się rozpadnie, przynosi kwiaty, zapala znicz. Jak nazywała się dziewczyna tam zamordowana i zakopana? Może kiedyś poznamy jej nazwisko i oddamy także jej cześć. Drugi grób jest na terenie gospodarstwa, które dotąd zamieszkuje polska, już kolejna po wojnie rodzina. Znamy imię dziewczyny, która tam spoczywa. To Hermenegilda Starosta. Kiedy weszli Sowieci, miała 17 lat. Ukrywała się w piwnicy swego domu. Tam ją odnaleźli, wielokrotnie gwałcili i zabili. Rodzina pochowała ją tak, jak Rosjanie kazali – przy domu. Ma tam swój nagrobek do dzisiaj. Ile jeszcze takich tragedii poznamy? Każda z nich budzi grozę. Ale też poszukiwanie informacji o tym, jak wojna wyzwala podłość jednych ludzi – otwiera tych, którzy na podłość się nie godzą. Słyszymy od Dariusza Paczkowskiego opowieść o dziewczynie przez wiele dni gwałconej w Iławie. Kiedy błagała o śmierć, poszli do dowódcy po pociski (zabrane im wcześniej, by nie mordowali zbyt wielu ludzi). Dowódca odmówił, zabili ją kolbami karabinów. Jej grób do tej pory nie uczczony, wiemy, że znajduje się nieopodal torów, przy stacji kolejowej Iława Miasto. Odkryjemy go. Dzięki pasjonatom, jak Dariusz Paczkowski, przewodnik z Iławy, wiemy, gdzie pochowana jest dziewczyna o nazwisku Jankowski. Studiowała w Berlinie. Przyjechała na święta do matki i tu zastała ją ofensywa Armii Czerwonej. Kałmucy dopadli ją, zgwałcili i zamordowaną kazali zakopać nad rzeką. Podobny los spotkał pięć dziewczyn z Hamburga, które schroniły się w Iławie przed nalotami dywanowymi aliantów. Zamęczone i rozstrzelane, zostały zakopane gdzieś może przy ul. Dubois, może gdzieś na wyspie Wielka Żuława? Dowiemy się. Przywrócimy pamięć Białorusinkom, które pracowały przymusowo w iławskim tartaku, a które przez żołnierzy z ich własnego kraju wygnane zostały na lód jeziora, granatami skruszyli taflę by nie domagały się już więcej opieki niby swojej armii. A także Niemkom i Mazurkom zamordowanym w Łęgutach. Ich ciała sowieci dopiero na wiosnę pozwolili ściągnąć z pól i przydrożnych rowów. Spoczęły w dole razem ze szczątkami padłych zwierząt. Leżą tam bez żadnej pamiątki do dziś. Upamiętnimy i ich los tak, jak los Christel Pakusz. Wierzymy, że wszystkim cywilnym ofiarom wojny należy się nasza też cywilna, obywatelska pamięć, cześć i honor. Inaczej nie można. Posłuchaj audycji red. Grzegorza Chlasty z prezes Katarzyną Walenczak i Grzegorzem Cydejką w Radio RDC Zobacz stronę wydarzenia na Facebooku Zobacz relację z uroczystości red. Anety Olender w TVP3 Relacja red. Daniela Wojciechowskiego z Radio Olsztyn Grób Christel Pakusch jesienią 2015 r. Fot. GC Grób Christel Pakusch w lesie, który pokrył jej gospodarstwo. Fot. GC Przed jej pierwszym pogrzebem, grób Christel był odwiedzany, o czym świadczą znicze. Kobiety jednak bały się chodzić w to miejsce. Fot. GC Krzysztof Walenczak i red. Aneta Olender z TVP3 nad grobem Christel wiosną 2016 r. Fot. grecyd Red. Aneta Olender z TVP Olsztyn dokumentuje miejsce pochówku Christel Pakusch. Fot. GC Zorganizowane przez Marka Ruszczaka wydruki tablicy nagrobnej. Projekt graficzny opracował Mirosław Betliński Zabytkowa chrzcielnica jest najstarszym zabytkiem kościoła w Mańkach. Zabytkowy kościół z Maniek stał się pierwowzorem tego wyeksponowanego przez niemieckich etnografów w Olsztynku. Rozległa polana na mapie była 70-hektarowym gospodarstwem Adolfa Pakusza Plan Maniek wg. stanu na 1945 r. Mieszkańcy Maniek wg. stanu na 1945 r. Jedyny ślad wiedzy o losie Christel Pakusz znamy dzięki relacji z wojennej historii społeczności wsi Mańki zapisanej przez Gustawa Kudobę. To on spisał poległych, zaginionych i zamordowanych. Zbieramy we wsi przed wyjazdem do lasu, na pogrzeb Christel. Fot. Marek Bujnowski (MB) Gromadzimy się w lesie, nad grobem Christel. Fot. MB W lesie, nad grobem Christel. Fot. MB Red. Grzegorz Cydejko z Fundacji Turnitzmuhle Heritage Foundation mówił o losie Christel i prowadził uroczystość jej pogrzebu. Krzysztof Walenczak (z lewej), Grzegorz Cydejko, nadleśniczy i burmistrz Olsztynka, Artur Wrochna. Fot. MB Krzysztof Walenczak, przewodniczący rady Fundacji Turnitzmuhle mówił o motywach, które skłoniły nas do upamiętnienia losu Christel. Fot. MB Ksiądz Wojciech Płoszek, proboszcz Parafii Ewangelicko-Augsburgskiej w Ostródzie przewodniczył modlitwie. Fot. MB Pastor Wojciech Płoszek Pastor Wojciech Płoszek przy grobie Christel Pakusz. Fot. MB Ks. Wojciech Płoszek Ks. Wojciech Płoszek wygłosił wspaniałe przemówienie o losie, krzywdzie, wierze i łasce. Rozstąpiły się chmury nad Pakuszówką. Fot. Beata Cwalińska Katarzyna Walenczak, prezes Fundacji Turnitzmuhle, rozdaje lampki nagrobne uczestnikom ceremonii pogrzebowej Christel Pakusz. Fot. MB Artur Wrochna, burmistrz Olsztynka. Fot. MB Izabela Bujnowska i Dorota Bucior – nauczycielki z Iławy. Fot. MB Grób Christel stanął w światłąch pamięci. Po pogrzebie Christel zebraliśmy się w remizie, by wspominać Christel i losy naszych rodzin. Tu Alfred Golan, Mazur z Samagowa, mówi do Grzegorza Cydejki, iławianina z Warszawy. Seniorka wspólnoty parafialnej z Łęgut, Maria Wiśniewska, Krzysztof Walenczak i Irena Czubkowska, z d. Wiśniewska. Lato 2017. Fot. GC Prawo do grobu jak mało które może powodować familijne spory. Chodzi o znaczne pieniądze (za miejsce pochówku i pomnik), ale też uczucia rodzinne i nieraz niewygaszone konflikty. Nic dziwnego, że dość często takie sprawy trafiają do sądów. Wszystkich Świętych i Zaduszki to zatem nie tylko obowiązek odwiedzenia i posprzątania grobów bliskich, ale pomyślenia o prawie do grobu. Najłatwiej mają ci, którzy pilnują grobów bliskich, opłacają je i szukają porozumienia z krewnymi. Wystarczy jednak, że mąż rozwiedzie się z żoną, pojawi się drugi małżonek lub partner czy też nastąpi niespodziewana śmierć członka rodziny i plany co wykorzystania grobu mogą wziąć w łeb. Konflikt może dotyczyć decyzji o pochówku. Sprawa jest dość prosta: zgodnie z art. 10 ust. 1 ustawy o cmentarzach i chowaniu zmarłych, prawo do pochowania zmarłego mają w kolejności: jego małżonek, krewni zstępni (a więc dzieci, wnuki); wstępni (rodzice, dziadkowie), krewni boczni do czwartego stopnia pokrewieństwa; wreszcie powinowaci w linii prostej do pierwszego stopnia. Spór może rozgorzeć, kiedy np. troje dzieci nie może znaleźć porozumienia – wówczas mogą się udać do sądu o rozstrzygnięcie. Ale prawo pochówku to jedno, a prawo do grobu, czyli pochowania zmarłego w tym akurat grobie, to inna kwestia. Jak wyjaśnił w niedawnym wyroku SN (akt III CSK 84/15), prawo do grobu ma dwojaki charakter: osobisty i majątkowy, przy czym na pierwszy plan wysuwają się elementy osobiste, do których zalicza się prawo do pochowania uprawnionego w danym grobie, czyli obok jego bliskich, prawo opieki nad grobem, sprawowania kultu osoby pochowanej, wreszcie podjęcia decyzji o pochowaniu innych osób bliskich. Część majątkową tego prawa stanowią raczej obowiązki, a więc wydatki na utrzymanie grobu i w części cmentarza (chyba że w grobie jeszcze nikogo nie pochowano i można go sprzedać), podrzędne wobec elementów niemajątkowych. Po pochowaniu w grobie pierwszego i kolejnych zmarłych o tym, komu przysługuje i jak długo trwa prawo do tego grobu, decyduje bliskość i natężenie kultu pamięci osoby zmarłej, jaki do niej żywią bliscy opiekujący się grobem. Prawo do grobu nie wygasa samoistnie z powodu nieuiszczenia opłat za grób ziemny ani wskutek tego, że inna osoba uzyskała zgodę zarządu cmentarza na pochowanie w wolnym miejscu w grobowcu innego zmarłego – np. byłej żony. Księgi cmentarne i dokonywane w nich wpisy mają charakter porządkowy, ułatwiający ustalenie miejsca pochowania konkretnych osób i służą zachowaniu prawa do grobu, ale uprawniony do grobu czy nawet jego fundator nie może tam wpisać, kogo można w nim pochować, a kogo nie. Jednakże często widać na cmentarzach umieszczone jeszcze za życia nazwiska na nagrobkach, co w przypadku fundatorów grobu i ich najbliższych zapewne ma sens, ale nie daje gwarancji pochówku. O tym bowiem decydują ostatecznie najbliżsi zmarłego (por. wyrok SA w Warszawie, VI ACa 840/13). Z kolei pochowanie w takim grobowcu osoby nieuprawnionej, co niestety się zdarza, jest naruszeniem nie tylko prawa do grobu, ale i dóbr osobistych rodziny pochowanych w nim osób, a w skrajnym przypadku może być podstawą orzeczenia ekshumacji. Jeśli do przeniesienie szczątków nie dojdzie, bliscy takiej osoby mają prawo oddawać jej cześć, składać kwiaty, ale nie nabywają przez to prawa do grobu, do kolejnego pochówku. Praktyczna rada może być taka: jak każdego majątku, tak samo grobu trzeba doglądać, abyśmy we Wszystkich Świętych nie trafili na nowy grób w miejscu pochówku swego krewnego. Odwrócenie takiego zaniedbania jest niezmiernie trudne. Rząd chce obniżyć wysokość zasiłku pogrzebowego. Tymczasem aktualne wsparcie finansowe często nie wystarcza na pokrycie wszystkich kosztów. - Ludzi nie będzie stać na pochówek bliskich - przewiduje Barbara Zawadzka z Polskiego Stowarzyszenia pogrzebowy wynosi w tym kwartale 6227,72 zł i jest najszybciej rosnącym świadczeniem ubezpieczeniowym w Polsce. Jednak w ramach porządkowania systemu finansów publicznych ma być wkrótce obniżony. Na razie rząd nie podaje żadnych szczegółów. - Przygotowujemy się, żeby zabrać głos w tej sprawie - zapowiada Barbara Zawadzka z Polskiego Stowarzyszenia Funeralnego. - Na razie gromadzimy dane z różnych miast Polski. Na podstawie zebranych informacji ustalamy koszty granicy ubóstwaPrzykładowe koszty pogrzebu- miejsce na cmentarzu - 1000 - 200 zł- trumna - 800 - 4000 zł- wieniec - ok. 160 zł- wiązanka - ok. 140 zł- nekrolog - ok. 95 zł- klepsydra - ok. 95 zł- ubranie i umycie zwłok - 250 zł- wynajęcie autobusu - 256 zł- dowiezienie księdza - ok. 100 zł- msza sw. - 100-150 zł- przechowanie ciała w chłodni - 100 złJak zaznacza, stowarzyszenie chce udowodnić, że obniżenie zasiłku pozbawi wiele osób możliwości godnego pochowania zmarłego. - Ponad 50 procent społeczeństwa żyje w Polsce na granicy ubóstwa - ocenia Zawadzka. - Obcięcie zasiłku to cios dla ludzi o niskich pracy podkreśla natomiast, że wsparcie finansowe związane z pochówkiem jest z roku na rok wyższe. Mało tego - to najszybciej rosnące świadczenie ubezpieczeniowe w kraju. - Nikt jednak nie dostrzega, że jego wzrost nie jest wcale efektem większych zarobków - wyjaśnia Barbara Zawadzka. - Ale wynika z coraz wyższych opłat ponoszonych przez przedsiębiorstwa pogrzebowe - podstawie informacji zgromadzonych przez stowarzyszenie udało się wyliczyć, że w ostatnim czasie koszty utrzymania cmentarza poszły w górę o 20 procent. Wynika to między innymi z opłat za wywóz śmieci, prąd, wodę oraz zarobki pracowników. - Zasiłek musi też objąć cenę trumny, mycie zwłok czy przechowania ich w chłodni - przypomina pracownik stowarzyszenia. - Za wszystko płaci się z reguły 4 - 5 tys. zł lub wystarcza na wszystkoPotwierdzają to mieszkańcy. - Dwa lata temu zmarł mój tata - mówi pani Ania z Bydgoszczy. - Zasiłek pogrzebowy wynosił wtedy 5418 zł, ale nie starczyło na pochówek. Zakład pogrzebowy podliczył nas na ponad 6000 bydgoszczanka musiała pokryć z własnej kieszeni. - W kościele nie było dyskusji - relacjonuje kobieta. - W biurze parafialnym powiedziano mi, że muszę zapłacić 200 zł: 150 zł msza i 50 dojazd za przyjazd i odwiezienie księdza płaci się już około 100 jest wykupienie miejsca na cmentarzu. Zakłady pogrzebowe przyznają, że za tę usługę płaci się od tysiąca złotych wzwyż. Znacznie drożej jest w stolicy, gdzie opłata nie schodzi poniżej 2,5 tys. - To i tak nic w porównaniu z Powązkami. Tam pojedyncze miejsce kosztuje 40 tys. złotych - mówi Barbara płaci się także za trumnę. W Bydgoszczy i Toruniu najtańszą można kupić za 600 zł. - Jest ładna, ale olchowa, czyli raczej kiepskiej jakości - słyszymy w jednym z bydgoskich zakładów pogrzebowych. - Lepiej kupić czym ta kosztuje już znacznie więcej. Ceny dochodzą nawet do 4 tys. zł. Po zliczeniu wszystkich kosztów związanych z pogrzebem wychodzi nie mniej niż 4 tys. zł, ale opłata nie obejmuje stypy. Tu ceny wahają się od 26 do 40 zł od osoby (w zależności od zamawianego mięsa - najtańszy jest schab, najdroższa karkówka). Stypa dla 20 osób obciąży więc wydatki o dodatkowe 520 do 800 złotych. - Po obniżeniu zasiłku pogrzebowego ludzi nie będzie stać na godny pochówek bliskich - uważa Barbara ofertyMateriały promocyjne partnera

kiedy można postawić pomnik po pogrzebie